Dodaj stronę do ulubionych Ustaw stronę jako startową Poleć nas znajomym!
Strona główna Galeria zdjęć Grupa dyskusyjna 'Mama Jesień 2003' Mapa serwisu Napisz do nas!
KUBUŚ M.
SYNEK JUSTYNY I TOMKA

Data urodzenia
12 października 2003
Waga
3,240 g
Wzrost
56 cm
Apgar
10 pkt.

Waga - 12 miesięcy
9,680 g


RODZICE

Życie wiele razy udowodniło mi, że los lepiej planuje niż ja sama. Jakaś ręka, czasem zwariowana, czasem romantyczna, rzadko zaś rozważna prowadziła mnie, a jednak chroniła od poważniejszych upadków. A nie raz prowokowałam los...

Dojście do celu zawsze więc zajmowało mi sporo czasu... a że wierzyłam w znaki od przeznaczenia i z prefekcją je znajdowałam, ale z nieco mniejszą precyzją umiałam je odczytywać...
Na kazdym przystanku myslałam, że to może to...
Łatwo można pomylić przeznaczenie z czymś zwykłym, z czymś co jest tylko etapem do nowego rozdziału...

Jednak znalazłam męża :)

Poznałam Tomka (mojego męża) niedługo po rozstaniu z kimś, kto wydawał mi się całym życiem. Romantyczna miłość na odległość. Wydawało mi się, że to musi być TO. Poznaliśmy się w Hamburgu na imprezie firmowej, podszedł do mnie, poprosił do tańca... odmowiłam, i sama nie wiem czemu... potem wyszłam z grupką znajomych w miasto i wróciłam późno w nocy do hotelu, by rano pokojówka zapukała i wręczyła mi liścik, tłumacząc iż zostawił go ktoś, kto szukał blondynki z Polski o imieniu Justyna... list był od tego Niemca z którym przekornie nie zatańczyłam...
Coś mi tam w serduszku zakołatało... ale pomyslałam, że to nie ma szans. On tu, ja tam... To był dzień powrotu do domu. Wróciłam i niby nic się nie zmieniło... ale jednak postanowiłam zadzwonić do adresata liściku i za miesiąc przyleciałam do niego... Trwało to przez 2 lata, aż stwierdziliśmy ze na odleglość to uczucie nie ma sensu... może to nawet bardziej on stwierdził niż ja...
Zostałam sama z wizją kogoś idealnego - kto nie miał szans pokazać się w życiu na co dzień, zmagającego się z codziennymi obowiązkami. Zostałam sama z olbrzymimi rachunkami do Niemiec. Zostałam wreszcie sama... z niewielką liczbą znajomych - bo moje życie długo toczyło się tylko na linii Warszawa - Hamburg.
Zostałam sama - bo myslałam, ze straciłam swoje przeznaczenie.
Ale to nie było moim przeznaczeniem!!!!
Dowiedziałam się tego kilka miesięcy później...
Zaczełam na nowo żyć, poznawać ludzi... zaczełam tak zwane nowe życie. Zaczęły się studia, nowi ludzie... i... wreszcie ten ktoś. Trochę to trwało zanim go zauważyłam... był ex-chłopakiem mojej koleżanki ze studiów... sama byłam świadkiem ich rozstania i bardzo jej współczułam. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że to ja byłam tym powodem...
Ania została sama jak kiedyś ja... nie miała nikogo. Chciałam jej pomóc zacząć nowe życie - jakie i ja musiałam kiedyś. Więc zabierałam ją na wypady ze swoimi znajomymi i stworzyliśmy świetną paczkę. Tomek też dołączał do niektórych naszych wyjść... Ania liczyła, że wrócą do siebie. I ja im tego życzyłam.
Aż któregoś dnia, gdy byliśmy wszyscy razem na lodowisku Tomek podjechal do mnie i złapał za rękę... poczułam coś naprawdę niesamowitego... poczułam to wszystko co piszą w książkach - zabraklo mi tchu, serce waliło.... szybko wyrwałam mu rękę i odjechałam. Całą noc o tym myslałam... ale i wiedziałam, że nie nic z tego nie będzie... bo Ania.
Następnego dnia Tomek do mnie przyjechał, ale nie otworzyłam mu drzwi...nastepnego dnia spotkał mnie pod klatką i wręczył olbrzymi bukiet kwiatów. Powiedziałam wtedy tylko, że nie mogę i uciekłam.
Jak biegłam, to płakałam... że żałuję - że żałuję, że nie mogę.
Minął tydzień a on się ani razu nie odezwał... nie miałam prawa mieć nadziei... ale ją miałam. Pojechałam na targi do Poznania i zadzwonił!!! Spytał krótko - gdzie jesteś? Odparłam czując się bezpiecznie... bo miałam straszną ochotę by się z nim spotkać - że w Poznaniu. Odparł że on też...
Spędziliśmy cały wieczór chodząc po Poznaniu... oraz całą noc gadając i gilgocząc się w łóżku w hotelu... nawet jeden całus wtedy nie padł.
I zamiast wracać pociągiem, wracałam z nim samochodem... a tuż przed rozstaniem otrzymałam kwiaty...
Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Przysięgam!
Jak weszłam do domu... szczęście troche zblakło, zrozumiałam, ze jest jeszcze Ania.
Zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że się widzieliśmy... wydawało mi się, że nie zrobiło to na niej wrażenia... nawet powiedziała, że jest ktoś nowy...
Boże, jak mi wtedy ulżyło!!!!!!
Wkrótce Tomek przyszedł do mnie z biletami do Barcelony... i tam mi się oswiadczył...
Potem bywały już momenty mniej romantyczne i patetyczne... ale od tamtej pory wiedziałam już z kim bym chciała spędzić moje życie. Chociaż nie do końca :) Kilka razy zwątpiłam, nawet na krótko się rozstaliśmy... i poznałam kogoś w kim wydawało mi się, że się zakochałam... on zaczął się spotykać z Anią...
Jednak to nie trwało długo... w porę odkryliśmy swoją pomyłkę. I już bardziej doświadczeni, może mniej bajkowi, ale za to prawdziwsi wróciliśmy do siebie. W miesiąc później zaszłam w ciąze...
A z Tomkiem w maju tego roku minie nam 2 lata małżeństwa.



JAK POJAWIŁ SIE KUBUŚ

I tutaj nie obyło się tak zwyczajnie... początkowo myśleliśmy, że jestem bezpłodna, miałam iść do szpitala na badania i zacząć się leczyć hormonalnie. Z pierwszym dniem miesiączki miałam się zjawić w szpitalu... jednak ten dzień nastąpił dopiero 9 misięcy później...
Ciąża przebiegała poprawnie. Obyło się bez żadnych mdłości... byłam, może tylko troszkę bardziej zmęczona niż zwykle i zdarzało mi się przespać przystanek autobusowy do domu. Moje dobre samopoczucie zaburzały jedynie opinie lekarzy - początkowo, ze płód jest martwy, później, że mam łożysko przodujące... dopiero od 6 misiąca trafiłam do właściwego lekarza i dowiedziałam się, że wszystko jest w porządku i że spodziewamy się chłopca, a nie jak początkowo nam mówiono dziewczynki. Płec nie miała znaczenia, cieszyłam się, że dziecko jest zdrowe.
Tuż przed datą porodu trafiłam na patologię, gdyż tętno płodu było słabe... i to okazało się fałszywym alarmem i wypuszczono mnie do domu, gdzie czekałam na wielki dzień.
Tak naprawdę nie byłam przygotowana na tą ciazę. I te 9 misięcy wcale mnie nie przygotowało na przyjście dziecka. Czułam więcej strachu niż radości. Bałam się zmian jakie nastapią w moim życiu... dziecko pojawiło się tak szybko po naszym powrocie do siebie z Tomkiem.
Dowiedziałam się także ze mój tata umiera... z tą chwilą zaczełam rozumieć, że moment tej ciąży nie był przypadkowy.
Nie było pewne czy uda się by tata zobaczył mojego synka... ale pisane było im się spotkać. 12 października, gdy księżyc był w pełni i wszyscy znajomi się śmiali, że zacznę rodzić... tak właśnie się stało.
Odeszły mi wody - zadzwoniłam do przyjaciółki, napisałam na grupie mama jesień, że się zaczeło, pozmywałam naczynia - nie pytajcie po co i pojechaliśmy do szpitala. Poród trwał 12 h, znieczulenie na które się zdecydowałam nie działało... teraz wydaje mi się, że nie było tak źle, że trwało to krócej i że znacznie mniej bolało... Kubuś miał glowkę ułożoną w górę, więc gdy nie udało się go przekręcić postanowiono zrobic cc. I z moim synkiem wpatrzonym w gwiazdy - tak tłumaczę sobie jego ulożenie, pojechaliśmy na salę operacyjną. Tomek był cały czas z nami i to jemu pierwszemu dano potrzymać nasze dziecko. Kubuś miał szeroko otwarte oczy i tak spokojnie w dużych dłoniach taty czekał chwilkę aż lekarze go zabrali.
I dalej się bałam... czy dam radę? Czy będę dobrą mama? Czy na pewno wszystko jest w porządku?
Miłość pełna spokoju i wiary, zrozumienie, spełnienie przyszło jak minęło kilka dni i bysliśmy wszyscy razem w domu.
Wtedy zrozumiałam ile czasu straciłam na strach, mając cały czas szczęście tak blisko przy sobie. Szczęście, którego nie da się tak opisać, bo wszystkie słowa brzmią zbyt banalnie, a i tak nie oddają prawdziwego sensu. Wtedy dopiero zrozumiałam te wszystkie słowa zachwytu i szczęścia wszystkich mam czy ciężarnych, z którymi rozmawiałam wcześniej. Odrzuciłam też wyrzuty sumienia, że zrozumiałam to wszystko tak późno... chciałam już korzystać z każdego naszego wspólnego dnia.
I teraz z każdym Kubusia uśmiechem śmieję się cała ja. I tak już będzie na zawsze.
A mój tata będzie nad nami czuwal.

Strona główna
Jesienne Dzieci 2003
Jesienne mamy 2003
Nasze historie
Zdrowie
Kuchnia
Linki
Księga Gości
Nowości

Na skróty:

» Kubuś - dossier
» Rodzice
» Ciąża
» Poród
» Galeria zdjęć

Copyright © 2005
by Mama Jesień